Dwór Mejerów w Leszczynach

Dziadek Mejer często wracał do wspomnień, a miał co wspominać! Kiedyś, na początku lat czterdziestych, w mroźny styczniowy późny wieczór, podczas śnieżnej zamieci, kiedy wiatr gwizdał i szarpał okiennicami, przerwał układanie ulubionego pasjansa, poprawił naftową lampę, zamyślił się i powiedział:

,,Tak było w 1863 roku. Do dworu przyjechali nocą powstańcy. Paru z nich weszło do mieszkania. Długo na osobności rozmawiali z ojcem. Inni czekali w zabudowaniach gospodarczych chroniąc się przed zimnem. Wkoło domu i w ogrodzie rozstawione były konne warty. Parę kilometrów stąd, w pobliskim Garwolinie, stacjonowały jednostki kozackie. Ojciec wyruszył do Powstania, by walczyć. Pamiętam, jak uzbrojony w dubeltówkę siadał na konia. Wspominał płaczącą matkę, która podała mnie w ramiona ojca. Ten mocno mnie uściskał i ucałował. Było to nasze ostatnie pożegnanie. Poczem oddał mnie w ręce szlochającej wciąż matki. Widziałem, jak kawalkada jeźdźców ginęła w ciemności nocy i w śnieżnej zamieci. Już nigdy z wojennej tułaczki pradziadek nie wrócił i ślad po nim zaginął.”

Wspomnienie Władysława Mejera o swoim ojcu Edwardzie Janie Mejerze z Leszczyn.


Fotografia i tekst pochodzi z książki ” Historia pewnej rodziny” – Stefan Cieśliński